Snowboards.pl

dołącz do nas przypomnij hasło
foto

PZS: nie ma żadnych kontrowersji!

11.05.2010

Niedawno pisaliśmy o kontrowersjach związanych z wyborami nowych trenerów snowboardowych kadr narodowych. Sprawę przedstawiliśmy dość jednostronnie, więc żeby naprawić ten błąd i pokazać wam również przysłowiową „drugą stronę medalu”, udaliśmy się na rozmowę w Polskim Związku Snowboardu. Choć tekst jest długi, warto przeczytać go w całości!

Dziś przedstawiamy wam stanowisko PZS, z którego wynika, że kontrowersji wokół wyboru nowych trenerów nie było, a na pewno nie można mówić o tym wydarzeniu w kategoriach „afery”.

Afery być nie mogło ponieważ konkurs trenerskich przeprowadzany jest zgodnie z literą prawa i wytycznymi Ministerstwa Sportu i Turystyki.

- Przez ostatnie dwa lata działalności związku ściśle trzymamy się prawa. – mówi prezes PZS Marek Król – z tego powodu mamy może wielu przeciwników, ale chcemy uporządkować wszystkie sprawy, tak żeby związek dobrze funkcjonował. Jeśli komuś się to nie podoba, to w tym roku będą wybory nowego zarządu.

Polska scena snowboardowa a PZS

Prezes Król zwrócił również uwagę, że nasze stwierdzenie dotyczące nieprzychylnego stosunku zawodników względem PZS jest nieprawdziwe. Przykładem tego jest fakt, że riderzy sami zgłosili się do zawiązku z prośbą o spotkanie, ponieważ nie chcieli jeździć ze swoimi dotychczasowymi trenerami. Młodzi wyrazili chęć uczestniczenia w szkoleniach, bo jak dotąd ich trening miał się opierać głównie na startach. Prezes oczywiście nie ujawnił nazwisk wspomnianych zawodników, aby nie zostało to wykorzystane przeciwko nim, zdradził jednak, że byli to zawodnicy kadry crossowej. 

Dodatkowo prezes PZS zaznaczył, że władze związku są bardzo zainteresowane polską sceną snowboardową i utalentowanymi riderami. - Zwróciliśmy się do Wojtka „Gniazdo” Pawlusiaka, który jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, z propozycją treningów z reprezentacją. Jest jednak jedno „ale”, Wojtek nie chce jeździć w kadrze, ponieważ on jest specjalistą od raili, a związek prowadzi szkolenie w konkurencjach olimpijskich. – mówi Marek Król.

- Jest więcej takich zawodników – potwierdza Paweł Dawidekznam dobrze Wojtka Pająka czy Pepka Starowicza, którzy trenowali z kadrą, ale w pewnym momencie poszli bardziej w kierunku snowboardu komercyjnego i freestylu. Ministerstwo nie zgadza się, abyśmy wydawali pieniądze na konkurencje poza olimpijskie i poza FISowe.

- Cieszymy się, że snowboarderzy biorą udział w różnych zawodach federacyjnych, ale niestety rolą związku nie jest szkolenie ich w tym zakresie. Naszą rolą jest przygotowanie do dyscyplin, które ma w swoim programie FIS. Oprócz tego pojawia się tu duży problem, ponieważ jeśli pozwolimy zawodnikowi wystąpić w zawodach „pozaFISowych” i nie daj Boże, przydarzy mu się tak jakaś kontuzja, to wina za to spadnie na nas, gdyż dopuściliśmy do tego startu. Ministerstwo płaci za wyszkolenie zawodnika, a w takiej sytuacji może zażądać zwrotu wszystkich kosztów. Tak było z Mateuszem Ligockim, który pojechał na Uniwersjadę wbrew naszym ustaleniom, przez co przedłużyło się leczenie jego kontuzji kolana, a co za tym idzie opóźniły się jego przygotowania olimpijskie. My nie daliśmy zgody na start w tych zawodach, ale mimo to odpowiedzialność spada na nas. – mówią w dwugłosie Marek Król i Paweł Dawidek.

Przebieg konkursu na trenerów PZS

Centralnym punktem rozmowy w Polskim Związku Snowboardu był jednak konkurs na kierownika wyszkolenia oraz trenerów poszczególnych kadr, którego wyniki zostały ogłoszone kilka tygodni temu.

PZS jest stowarzyszeniem, w którym wszystkie decyzje zapadają na mocy uchwał. Takowe podejmuje się poprzez kworum, czyli większość głosów. Tak została powołana komisja konkursowa. Były na tym konkretnym zebraniu zarządu osoby, które mogły zgłosić swoich kandydatów. Został zgłoszony pan Żyłka, który nie mógł jednak pełnić tej funkcji, gdyż równocześnie jest członkiem komisji rewizyjnej PZS. Inne kandydatur nie zostały przedstawione, mimo że do komisji można było włączyć jeszcze nawet pięciu członków. Ponieważ jedna z osób w dzień obrad poinformowała, iż z przyczyn osobistych nie dotrze na posiedzenie, w składzie komisji konkursowej, wybierającej nowy sztab szkoleniowy ostatecznie zasiedli: prezes PZS Marek Król, przedstawiciel komisji szkoleniowo-sportowej pan Piotr Kunysz z wrocławskiego AWF oraz delegat Ministerstwa Sportu i Turystyki Jan Pośnik. 

Przede wszystkim, prezes Marek Król przedstawił fakty, w świetle których nie było żadnych kontrowersji w wyborze nowych szkoleniowców w PZS. Związek, jako instytucja państwowa otrzymał dokument o nazwie Program Realizacji Zadań Publicznych w Zakresie Przygotowań Olimpijskich, który jasno mówi iż nowi trenerzy muszą zostać wybrani na drodze konkursu, który odbywa się według pewnych reguł.  W tym dokumencie są jasno wytyczone reguły i tak np. kandydat na trenera musi mieć wykształcenie wyższe i dlatego z konkursu odpadł pan Konrad Krasnodębski. Staż pracy, określony na minimum 5 lat, wykluczył panią Jagnę Marczułajtis. Oprócz tego wypisane są wymagane dokumenty, z których jednym jest lekarskie świadectwo zdolności do uprawiania zawodu trenera. Nie ma tutaj zaświadczeń nieważnych, bo każde służy jakiemuś celu. W sprawie pana Marcina Sitarza istnieje niedomówienie, ponieważ dokument miał być złożony w ofercie konkursowej. Jako trener PZS pan Sitarz miał takie zaświadczenie, ale w swoich aktach osobowych, w miejscu innym niż odbywał się konkurs. Nie wiem więc kto miał jechać i wyciągać ten dokument z akt. Prezes, czy może przedstawiciel ministerstwa? Poza tym zabranie tego zaświadczenia oznaczałoby zdekompletowanie akt. To sam zainteresowany powinien pojechać na miejsce, skserować swoje zaświadczenie i dołączyć je do dokumentacji. Inni tak zrobili. – mówi Marek Król.

Zasiadający w komisji wykładowca wrocławskiego AWF, kończący swój proces habilitacyjny doktor Piotr Kunysz powiedział podczas wyborów, że jeśli w jakimś procesie rekrutacyjnym, dokumentacja kandydatury któregoś z kandydatów jest niepełna, to zostaje ona automatycznie odrzucona. Tak było w przypadku kandydatur Marcina Sitarza. Regulamin, który był do wglądu w siedzibie PZS przez cały czas składania propozycji mówił jasno o tym, co powinna zawierać teczka kandydata. Kończąc ten wątek prezes Król zwrócił również uwagę, że komisja wykazała się dobrą wolą i zapytała, czy wymagany dokument jest w miejscu, w którym toczą się obrady. Ponieważ go nie było, kandydatura trenera Sitarza musiała zostać odrzucona. 

Jeśli chodzi o kandydaturę Przemysława Buczyńskiego, została ona dopuszczona do drugiego etapu, pomimo braku odpowiednich kwalifikacji trenerskich ze względu na to, że szkoleniowiec ma ukończyć odpowiedni kurs w czerwcu bieżącego roku. W przypadku oblania egzaminu, nie rozpocząłby pracy trenera w reprezentacji. Związek chciał, aby w konkursie wzięło udział więcej kandydatów, bo cóż to za konkurs, w którym jest jeden kandydat. Również w regulaminie konkursu była zawarta adnotacja o możliwości rekrutacji pośród osób, które kurs na trenera II klasy ukończą do końca lipca.  Ze względu jednak na protest odrzuconych kandydatów, propozycja pan Buczyńskiego została ostatecznie odrzucona. Jednocześnie warto zaznaczyć, że Przemysław Buczyński został wyznaczony na stanowisko trenera asystenta kadry snowboard crossowej dla Marcina Sitarza, ten jednak nie wyraził zainteresowania pomocą, o którą sam wcześniej prosił. Teraz pan Buczyński został zatrudniony w PZN, jako trener skicrossu. – Straciliśmy w ten sposób niezwykle zdolnego trenera – twierdzi Marek Król.

Zwycięzcy konkursu

Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym zwycięzcom.

Jarosław Jarząb
Jak mówi prezes Marek Król: Pan Jarosław Jarząb jest trenerem pierwszej klasy. W wytycznych ministerstwa nie jest napisane, czy ma to być trener w snowboardzie, pływaniu, czy bieganiu. Poza tym pan Jarząb przeszedł w wyborze komisji, więc widocznie przedstawił ciekawszą propozycję niż pani Kukucz-Legień, której w tym momencie absolutnie nie chcę umniejszać zasług i wyników. Szef wyszkolenia nie odpowiada za wyniki zawodników, bo tu odpowiedzialny jest trener. Szef wyszkolenia ustala cykl szkoleniowy, nie musi być więc wyspecjalizowany, musi mieć tylko uprawnienia trenerskie. Poza tym pan Jarząb jest instruktorem snowboardu i prowadzi zajęcia w jednej ze szkół, a wcześniej był zatrudniony jako kierownik wyszkolenia w Polskim Związku Narciarskim, więc posiada odpowiednie kwalifikacje. W dodatku obaj kandydaci byli przesłuchani, a z posiedzeń komisji sporządzone są protokoły, które świadczą o poprawności całej procedury wyboru.

Iwona Kotuła
- Po pierwsze Pani Kotuła nie ma uprawnień trenera II klasy w pływaniu (w siatkówce przyp. Red.). Poza tym w artykule zarzuca nam się coś odnośnie członków zwyczajnych. W statucie PZS jest jasno napisane, że związek tworzą członkowie zwyczajni i osoby fizyczne. Jeśli pani Kotuła zgłosiła chęć zostanie członkiem fizycznym Polskiego Związku Snowboardu i spełniła wszystkie niezbędne wymagania, to została do niego przyjęta. Nie widzę tu więc żadnej kontrowersji, bo każdy, kto spełni warunki może stać się członkiem PZS. Warunki te określa walne zgromadzenie, a nie zarząd. Z kolei o zasługach Pani Iwony nie muszę mówić, ponieważ jest to bardzo dobry trener, który ma dwóch aktualnie najlepszych młodych zawodników freestylowych, ma jeden z najlepszych klubów freestylowych w Polsce, ma świetną pracę z młodzieżą, zawodnicy bardzo ją lubią i chcą z nią jeździć o czym do nas piszą. Dlatego bardzo się cieszę, że pani Iwona wygrała ten konkurs, bo ma doskonałe kompetencje, a mogę dodać, że jej kandydatura przeszła jednogłośnie. Jeśli chcemy ruszyć do przodu z polskim snowboardem musimy odważyć się na milowy krok, a nie stać cały czas w miejscu z tymi samymi zawodnikami i trenerami.

Paweł Dawidek
- Pan Paweł Dawidek jest jednym z pięciu trenerów snowboardu w Polsce, którzy posiadają pierwszą klasę trenerską. Jest to kolejny trener, który ma najlepszy klub i zdobył najwięcej medali młodzieżowych mistrzostw Polski w konkurencjach alpejskich. Do kompetencji nie można mieć więc żadnych zastrzeżeń, natomiast twierdzenie, że został odsunięty od kadry przed ministerstwo ze względu na złe decyzje kadrowe, uważam za kłamstwo. Z dniem 31 stycznia skończyła się snowboardowa kadra alpejska, ponieważ żadna z zawodniczek nie uzyskała kwalifikacji. Trener Dawidek nie został odsuniety od kadry i nadal pozostawał jej głównym prowadzącym. Nie było mowy o żadnym „odsunięciu za karę”.

Sam Paweł Dawidek, który trenerem jest od 2005 roku również zabrał głos w swojej obronie, między innymi przedstawiając szeroki wykaz osiągnięć swoich zawodników, pomiędzy którymi znalazły się między innymi 80 medali Mistrzostw Polski, 13 miejsc na podium Pucharu Europy i FIS, 20 miejsc w Top 10 w Pucharach Europy i 6 miejsc w Top 30 w Pucharach i Mistrzostwach Świata.  Sam założyłem klub, w którym szkoliłem młodzież, która teraz będąc w wieku juniorskim jest już w wielu przypadkach mistrzami Polski seniorów. W kadrze prowadzę szkolenie od roku. Wcześniej trenerem był Piotr Paluch, który niestety za nadużycie finansowe został skazany wyrokiem sądu na karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Rok pracowałem z kadrą olimpijską, w której była Karolina Sztokfisz i Aleksandra Król oraz kadrę narodową, w której między innymi była Jagna Marczułajtis-Walczak. Jeśli chodzi o sprawę kwalifikacji olimpijskiej, Karolina Sztokfisz była zawodniczką uwielbianą i faworyzowaną przez pana Palucha. Kiedy ten został odsunięty od kadry, Karolina nie mogła się z tym pogodzić i długo z nami wojowała i były z nią spore kłopoty. Ja się starałem i udało nam się współpracować do końca marca ubiegłego roku. Potem słuch po niej zaginął i wróciła do szkolenia dopiero 23 października, kiedy my byliśmy już po 80 dniach szkolenia na śniegu. Karolina weszła w cykl w momencie, kiedy my już jeździliśmy na super trudnych stokach, bo byliśmy po pierwszym etapie przygotowań. Ona nie czuła się na siłach na tyczki i chciała sobie luźno pojeździć, więc oddelegowałem ją do trenera, z którym mogła sobie poćwiczyć, ale powiedziałem jej, że musi spróbować też swoich sił na tyczkach, bo za tydzień są zawody, na których z resztą wypadła słabo. Są następne zawody i znów słabe występy gdzie Karolina przegrywa nie tylko z dwoma, ale z pięcioma zawodniczkami w kadrze. Mam obowiązek wystawić ją na Pucharze Świata więc to robię, ale po 20 dniach szkolenia znów wypada słabo. Równocześnie inne zawodniczki mają znacznie lepsze wyniki, jak chociażby Jagna Marczułajtis, która była na tym etapie zdecydowanie najlepsza w całym zespole i również miałem obowiązek ją wystawić. Podobnie Aleksandra Król, która najlepiej przepracowała okres przygotowawczy i również zrobiła wielkie postępy, wygrywając w bezpośredniej rywalizacji z Karoliną. Pojawiło się więc sporo kontrowersji, bo kogokolwiek bym nie wystawił, to ktoś miał pretensje, a Karolina w tej trójce była najgorzej przygotowana, miała najsłabsze wyniki, nie kontrolowała wagi ciała, a przede wszystkim nie miała sił nawet na treningach, kiedy siadała i rezygnowała z kontynuowania ćwiczeń. Poza tym aby wywalczyć kwalifikację do igrzysk olimpijskich wystarczało jej 28 miejsce w zawodach Pucharu Świata. Miała do tego trzy okazje: raz była 45, raz nie dojechała, a raz 35. Ona była po prostu słabo przygotowana kondycyjnie. Kończąc ten temat, argument że Karolina zajęła bardzo dobre, piąte miejsce w Pucharze Europy w slalomie jest bardzo prosty do obalenia. Był to slalom, a nie gigant, który jest konkurencją olimpijską. W dodatku najlepszym miejscem Karoliny w gigancie, była 6 pozycja na mistrzostwach Polski, gdzie Aleksandra Król była druga.

SBX
- Ten konkurs nie został przeprowadzony, ponieważ nie było kandydatur. Nie wpłynęły propozycje na to stanowisko. Konkurs zostanie rozpisany ponownie, a do tego czasu powołamy trenera pełniącego obowiązki, bo szkolenie musi iść dalej, ze względu na zbliżające się sierpniowe zawody. Cała procedura zostanie więc ponownie przeprowadzona: komisja konkursowa, zatwierdzeni regulaminu, powiadomienie ministerstwa, ustalenie terminu i rozstrzygnięcie konkursu.

Pożyczki, członkostwo i zebrania zarządu PZS

W artykule była również wzmianka o udzieleniu przez kandydatów nieoprocentowanej pożyczki na rzecz związku.  - PZS jest stowarzyszeniem i ma prawo zaciągać kredyty, pożyczki i co tylko potrzebuje na swoją działalność. To jest statutowe prawo każdego związku. – mówi prezes Król. -  Dokumentacja w tej sprawie również nie została utajniona, ale żeby mieć w nią wgląd potrzebne jest wypełnienie konkretnych procedur. Jest to Regulamin Obiegu Dokumentów, który zakłada, że aby mieć wgląd w dokumentację należy złożyć odpowiedni wniosek na zarządzie. Te same procedury obowiązują wszędzie. Kiedy idę do sądu musze napisać pismo z prośbą o udostępnienie konkretnych dokumentów, podpisać się i wtedy dostaję to do rąk. Nikt tu nic nie utajnia, zwłaszcza przed członkami zarządu. Chcemy tylko przestrzegać procedur. Dodatkowo trzeba zauważyć, że pan Konrad Krasnodębski był na czterech z dwudziestu posiedzeń zarządu.

Wzmianka o 7-minutowym zebraniu zarządu odnosi się zaś do zebrania, które zostało zwołane w trybie pilnym w celu wyjaśnienia odwołań w toku prowadzenia konkursu. Posiedzenie odnośnie komisji konkursowej było normalnym, pełnym posiedzeniem zwołanym w normalnym trybie. - Czy to wcześniej wspomniane trwało 7 minut, nie wiem – mówi prezes Król - może ktoś siedział z zegarkiem i liczył, ale tam wszystkie odwołania zostały skierowane do komisji rewizyjnej, tak aby osoby, które się odwołały miały szansę przed drugim etapem konkursu. Pisanie o podjęciu decyzji w wąskim gronie osób bliskich prezesowi oraz nikłym zainteresowaniu ministerstwa również jest sporym nadużyciem, gdyż konkurs przebiega pod kuratelą właśnie tego Ministerstwa Sportu i Turystyki.  

Kończąc naszą rozmowę w związku zapytaliśmy jeszcze o jedną rzecz, która na pierwszy rzut oka może wydać się bardzo dziwna wielu osobom, a Mianowice fakt, że wybrani trenerzy są jednocześnie członkami zarządu PZS. Prezes Marek Król odpowiedział na to w następujący sposób: - Bardzo bym chciał mieć zarząd bez trenerów. Ale nie ja wybieram zarząd tylko walne zgromadzenie i tak jest, że na ogół trafiają do niego trenerzy. W poprzednim przypadku byli to sami trenerzy, tym razem udało się już zrobić to pół na pół. Nie można więc mi zarzucać, że mam w zarządzie trenerów, bo nie ja ich wybrałem, a fakt, że są przy okazji szkoleniowcami w najlepszych szkołach snowboardowych w kraju sprawia, że muszą być brani pod uwagę przy wyborze kadry trenerskiej. Nie zostali oni wybrani przez samych siebie, ale przez bezstronną komisję.

- 17 lipca odbędzie się walne zgromadzenie Polskiego Związku Snowboardu, na którym zostanie wybrany nowy zarząd. Ja pełnię obowiązku prezesa od dwóch lat i chciałem wprowadzić tu trochę porządku, który wielu osobom się nie podoba. Dlatego przygotowałem i przedstawię na wspomnianym walnym, sprawozdanie z tych dwóch lat funkcjonowania związku. Włącznie z poprzednimi zadłużeniami, sprawami karnymi i wszystkim co tutaj zastałem. Będą tam podane wszystkie sumy wydane na przygotowania poszczególnych zawodników do igrzysk. Powiedziałem dość. Ja mam swój zawód, jestem rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej i wrócę do dawnych obowiązków. Chciałem poświęcić temu związkowi trochę serca i pracy, bo lubię ten sport i mam tu swoją córkę. Muszę też zaznaczyć, że jestem prezesem społecznym i za pełnione obowiązki nie biorę ani jednej złotówki. Poprzedni prezesi otrzymywali wynagrodzenia, o które z resztą toczą się w tej chwili sprawy sądowe, gdyż zajęli pieniądze, które były pieniędzmi zawodników. Ja jeżdżę swoim prywatnym samochodem, sam płacę za benzynę, mam prywatny telefon i nie dostaję z PZS żadnych środków finansowych. - kończy prezes Marek Król.


Rozmawiał: Kajtek (Snowboards.pl)

  • ico
  • ico
  • ico
  • ico
  • ico

OpinieDodaj opinię

Trwa ładowanie...

Zobacz inne

Trwa ładowanie...