Snowboards.pl

dołącz do nas przypomnij hasło
foto

Marcin Sitarz o polskim snowboardcrossie

04.03.2010

Występ snowboardzistów na Igrzyskach Olimpijskich nie zachwycił, a wręcz zawiódł. Zamiast jednak oceniać naszych zawodników oraz ich bezdyskusyjnie spore umiejętności, należałoby się zastanowić gdzie leży powód tak słabego wyniku zarówno w halfpipe, jak i snowboardcrossie. Trochę światła na sytuację i proces przygotować polskich olimpijczyków rzuca rozmowa, jaką przeprowadziliśmy z trenerem kadry narodowej SBX, Marcinem Sitarzem.

Snowboards.pl: Nasi crossiści zanotowali dość słaby występ na Igrzyskach w Vancouver. Z czego to wynika?  Co złożyło się na taki, a nie inny rezultat?

Marcin Sitarz: Przede wszystkim nie jestem zadowolony z przejazdów kwalifikacyjnych, które wypadły poniżej oczekiwań. Igrzyska Olimpijskie rządzą się jednak innymi prawami i często zdarza się, że nie wygrywają tu nawet faworyci. Często na zawodnikach spoczywa ogromna presja, a szczególnie w naszej dyscyplinie, gdzie mamy do czynienia z bezpośrednią konfrontacją. Można liczyć na pech rywala, gładko przejść do kolejnej rundy lub wywrócić się już w pierwszym przejeździe. To co można powiedzieć to, że nasi zawodnicy nie byli tu faworytami.


Olimpijski start 1/8 finału

Snowboards.pl: O to właśnie chciałem zapytać. Jakie tak naprawdę były realne szanse na medalowe pozycje Maćka Jodki i Mateusza Ligockiego?

Marcin Sitarz: Na bieżącą formę, jaką prezentowali Mateusz i Maciek, ciężko powiedzieć co mogło się stać. Jak widać, Maciek pokazał, że pomimo swojego niewielkiego doświadczenia w stosunku do zawodników, z którymi jechał w czwórce, potrafił walczyć do samego końca nawet z Pierrem Vaultier. Jest to zawodnik, z którymi prawie nikt nie wygrał w tym roku, tylko raz był drugi w zawodach Pucharu Świata. Jeśli z takim faworytem jedzie się deska w deskę praktycznie do samej mety, to naprawdę wiele się może zdarzyć. Bo jeśli byłby drugi, to przeskoczyłby już 16 miejsc do przodu. Podobnie Mateusz, który nie jest co prawda w takiej formie, jak był kiedyś, ale również miał szanse. Trudno określić realne prognozy, bo realnie była nawet szansa na pierwszą ósemkę. Nie mamy sytuacji, jaką mają np. łyżwiarze figurowi, którzy wiedzą, że nie wykonują pewnych elementów, które potrafią wykonać przeciwnicy i mogą przez to oszacować swoje szanse. Mogliśmy zdobyć bardzo wiele, albo właśnie to co mamy. Tym bardziej, że na zawodach Pucharu Świata, gdzie poziom jest często znacznie wyższy niż na Igrzyskach, samo dostanie się do finału stanowi pośredni cel. Tutaj do finału nie dostały się tylko 3 osoby, więc to, o co walczymy zazwyczaj mieliśmy niemal zagwarantowane i mogło zdarzyć się wszystko.

Snowboards.pl: Czy przygotowania do Igrzysk przebiegały po pana myśli i czy były przeznaczone na nie odpowiednie środki?

Marcin Sitarz: Pierwsze lata przygotowań były bardzo dobre, zwłaszcza dla Mateusza, który walczył wówczas w czołówce Pucharu Świata. Kilka razy stawał na podium i przede wszystkim wygrał w Val Malenco. Później jak wiadomo Mateusz i jego brat Michał zostali przez PZS wykluczeni z przygotowań przed sezonem 2008/2009 – powodem był konflikt  pomiędzy zawodnikami a zarządem, który dotyczył przede wszystkim niepoprawnych regulaminów związkowych, umów sponsorskich i praw do wizerunku. Taka przerwa to wielka strata,  niemal nie do odrobienia.... W okresie późniejszym przydarzyła mu się kontuzja (zerwanie więzadeł krzyżowych kolana)...i teraz jest, jak jest. Jeśli chodzi o Maćka, to ma on stosunkowo krótki  staż zawodniczy, ale idzie bardzo szybko do przodu. To bardzo zdolny i pracowity zawodnik. Też nękały go kontuzje, zwłaszcza przed sezonem, bo miał dwukrotnie złamany obojczyk. Te przygotowania zaburzyły więc sytuacje zdrowotne. Druga sprawa jest taka, że w sezonie olimpijskim, czyli w roku 2009, na ok 4 miesiące szkolenie zostało przerwane, a trenerzy poszli na bezrobocie, więc jakiekolwiek przygotowania olimpijskie ustały. Stało się tak ponieważ wyszliśmy niedawno spod skrzydeł PZN, pod którymi działaliśmy z powodu odebrania finansowania dla Polskiego Związku Snowboardu ze względu na afery. 3 lata byliśmy pod skrzydłami PZN, który to okres skończył się w kwietniu. Od tego momentu przez wspomniane 4 miesiące nie były realizowane żadne zadania szkoleniowe, a trenerzy nie byli zatrudnieni i nie otrzymywali żadnych wynagrodzeń. Do szkolenia wróciliśmy od Pucharu Świata w Argentynie. Później niestety, od początku roku, zostaliśmy zmuszeni, włącznie z wyjazdem na Igrzyska, do sfinansowania wszystkich akcji z własnej kieszeni. Zawodnicy zapłacili za siebie, za wyjazdy na Puchary Świata i Igrzyska Olimpijskie, a trenerzy za siebie. Jedyne czego nie musieliśmy pokryć, to był oczywiście przelot oraz wynajęcie samochodu, którym poruszaliśmy się na miejscu, w Vancouver. Wszystkie hotele, trasy, wyciągi, wszystkie pozostałe koszty, ponosiliśmy sami. Możemy powiedzieć, że te pieniądze zostały przez nas założone i zostaną zwrócone, niemniej jednak nie zmienia to faktu, że musiałem pożyczać od znajomych, żeby sfinansować kolejne starty, a póki co nie dostaliśmy jeszcze żadnych rekompensat.  Wielce zaskoczyło mnie stwierdzenie Prezesa Króla, gdzie mówi on, że „mieliśmy za dużo pieniędzy na przygotowania”... skoro tak, to dlaczego ich nie dostaliśmy ? W miesiącu wrześniu złożyłem zapotrzebowanie na sprzęt sportowy, smary itd... i papierki leżały do grudnia, zanim ktoś je podpisał i wydał akceptację na zakup. Pamiętam, że podczas Pucharu Świata w Telluride pożyczałem smar od ekipy czeskiej. Tak chyba nie powinno być....


 Maciej Jodko przed startem

Snowboards.pl: W Polsce nie ma toru do snowboardcrossu, czyli przygotowania w całości przebiegały za granicą? 

Marcin Sitarz: Nasze przygotowanie wygląda tak, że ja się znam z trenerami innych teamów i jesienią razem dogrywamy sobie trening, wspólnie budując cross. Łączymy siły. W tym roku z teamem austriackim, czeskim, niemieckim i brytyjskim. Po przeprowadzonym treningu na stoku, zostajemy do nocy kopać łopatami. Oczywiście może się zdarzyć, że w nocy śnieg zasypie cały cross i wtedy mamy tzw: „Syzyfa” i wtedy zaczynamy od nowa, żeby zawodnicy mogli wykonać chociaż kilka przejazdów. Trening wygląda też tak, że szukamy obiektów freestylowych i doskonalimy tam poszczególne elementy, doskonalimy też starty, jazdę po tyczkach, które potem łączymy. W Europie jesienią jest jeden tor do crossu, na lodowcu i w miarę możliwości tam staramy się to składać w całość. Uważam, że jesienią mieliśmy bardzo dobry trening, bo jeździliśmy z najlepszymi i nie mogliśmy mieć nic lepszego. Ta część przygotowań była jeszcze finansowana przez PZS. 

 Snowboards.pl: Czy na Igrzyskach, w waszym sztabie brakowało rąk do pomocy?

Marcin Sitarz: Powiem tak: dwóch zawodników czeskich przyjechało z 5 osobami obstawy. To nie ma znaczenia, czy jest 2, czy 4 zawodników, liczba osób w sztabie powinna być podobna. Jest tak, ponieważ trzeba stać na trasie, trzeba przygotowywać sprzęt, trzeba filmować i analizować, bo jest dużo kluczowych momentów, a specyfika trasy jest tak, że nawet 4 osoby nie będą w stanie wychwycić wszystkiego. Poza tym jest potrzebna osoba, która będzie obserwować walkę w finale i musi trzymać rękę na pulsie, bo zdarza się składanie protestów przez ekipy, bo np. jeden zawodnik popchnął drugiego. To są sytuacje sporne i nie możemy sobie pozwolić na zniweczenie naszej pracy treningowej przez jakieś niedopatrzenie. A na Igrzyskach Olimpijskich, ja byłem sam. Pomagali mi tylko Władysław Ligocki i Łukasz Ligocki, którzy byli tam w innej roli, wcale nie musieli mi pomagać i nie zawsze mogli. Ja byłem tam więc w roli servicemana, trenera i jeszcze w kilku innych. 

Snowboards.pl: O tego servicemana właśnie chciałem zapytać. Czy zgłaszał pan zapotrzebowanie na takiego specjalistę w ekipie, czy wolał pan sam zajmować się przygotowaniem desek?

Marcin Sitarz: Zgłosiłem zapotrzebowanie na dodatkowa osobę do obsługi startu, do szefa wyszkolenia. Wykonałem też telefon do PKOl-u gdzie usłyszałem, że trener kadry nie jest stroną do rozmów dla Komitetu i sprawa musi pójść oficjalną drogą, przez PZS. Tak jest i ja oczywiście się z tym zgadzam, więc  zwróciłem się do Związku. Potem okazało się, że moja rozmowa i email do szefa wyszkolenia dla prezesa nic nie znaczy, ponieważ stwierdził, że on nic takiego nie dostał. Napisałem więc oficjalne pismo do zarządu i otrzymałem ustną odpowiedź, bo pisemnej nie dostałem nigdy, na żadne z moich pism, że PKOl ma limit tylko na jedną osobę. Jak się później dowiedziałem mogło jechać nawet kilka osób więcej, ale nie mogły mieszkać w wiosce olimpijskiej. Mogły dostać wejściówkę, tylko związek musiałby zapłacić za nocleg w byle jakim motelu. Oczywiście nie mieliby wstępu do wioski i kilku innych przywilejów, ale to nie było nam potrzebne, nam byli potrzebni ludzie na trasie. Ja prosiłem akurat o udział Konrada Krasnodębskiego, z którym współpracuję na co dzień przy przygotowaniach do pucharów świata i Europy. Niestety finansuje się poważne, rzetelne przygotowania, ale jak widać nie da się postawić kropki nad „i”, która tak naprawdę dużo nie kosztuje, a wiele mogłaby zmienić. Nie ukrywam, że nie byłem w stanie spełnić wszystkich funkcji, które musiałem wypełniać, bo doba ma tylko 24 godziny… Nie chodziło mi o konkretnego servicemana,. Chodziło o dodatkowe  ręce do pracy. Ja zawsze przygotowuję sprzęt, a to zajęcie pracochłonne i wymaga czasu. Trzeba dzielić obowiązki. Z przygotowaniem sprzętu poradzilibyśmy sobie z Konradem.

 
Mateusz Ligocki na treningu przed startem

Snowboards.pl: Czy rozmawiał pan po Igrzyskach z prezesem Królem?

Marcin Sitarz: Jedynym komentarzem Prezesa było zdanie, że Ligockiemu gdzieś tam nie złapali czasu.
 Nie do końca mam o czym rozmawiać z prezesem Królem, bo on nie porusza się biegle w temacie sportu (w sumie to  nie musi). Prezes powinien  być dobrym menadżerem,  umiejętnie zarządzać ludźmi, pozyskiwać sponsorów itd. w każdym związku sportowym są ciała doradcze, które są kompetentne w sprawach sportu.... no prawie w każdym, bo w PZS niema. Ostatnio zlikwidowano Komisję Sportu. Uważam, że to bardzo niedobrze. Nie ma żadnego przepływu informacji pomiędzy trenerami i Związkiem, a decyzje podejmowane są przez 4 osoby z zarządu – pozostałe 3 działają tylko teoretycznie – nie mają głosu, nikt się z nimi nie liczy. Zwracałem się do PZS (na  piśmie o zapraszanie nas trenerów na posiedzenia zarządu do czego mamy statutowe prawo, ale moje prośby nie doczekały się odpowiedzi. Niepokoi nas taka sytuacja.

Snowboards.pl:
Polski Związek rozpisał w tej chwili konkurs, na nowego trenera kadry SBX, czy zamierza pan w nim wziąć udział? Czy chce pan dalej prowadzić crossistów?

Marcin Sitarz: Myślę nad tym. Składam oczywiście swoje CV, ale czy wygram konkurs to się okaże.

Snowboards.pl: Czy naszym trenerom skończyła się umowa wraz z zakończeniem Igrzysk, czy otrzymali wypowiedzenia?

Marcin Sitarz: Mamy umowę o pracę do końca marca, a jadąc na Igrzyska nawet takiej umowy nie miałem podpisanej. Na koniec marca związek przeprowadza konkurs na następny cykl czteroletni, z czym oczywiście się zgadzam, bo jest to normalna procedura. Mam nadzieję, że przy tej okazji PZS podniesie się również sportowo, ponieważ powinny wznowić działalność, wcześniej zawieszone ciała sportowe, jak komisja sportu, czy inne podkomisje. Decyzje sportowe podejmuje w tej chwili zarząd, który powinien mieć ciała doradcze, które znają się na sporcie. 

 Maciej Jodko na Cypress Mountain

Snowboards.pl: Czy nasi crossiści mają szansę poprawić wynik w tych warunkach w Sochi i czy mamy jakichś młodych utalentowanych zawodników, którzy mogą włączyć się do walki o miejsca w kadrze.

Marcin Sitarz: Mamy jeszcze kilka osób, których zadaniem jest uczestniczenie w zawodach mniejszej rangi. W pucharze Europy, zawodach FIS i innych międzynarodowych mistrzostwach. Do Sochi wiele się może wydarzyć, ale w crossie jest o tyle trudno, że Puchar Świata to jest już troszeczkę inna liga i trudniejsze tory. Dlatego, korzystając z tego, że mamy teraz dodatkowe, trzecie miejsce na zawodach Pucharu Świata, zabieramy ze sobą do Val Malenco, Marcina Bociana, żeby już uczył się jeździć na tych większych torach. Jest kilka osób, które się rozwijają i zobaczymy, co z tego wyniknie. Dużo zależeć będzie od szkolenia, bo po Igrzyskach znacznie obcięto środki i na pewno nie będą one wystarczające na optymalne przygotowanie zawodników, zakup sprzętu i start w zaplanowanych zawodach Pucharu Świata. W szczególności, że nie ma już podziału na kadrę i kadrę olimpijską, w związku z tym wszyscy otrzymują jedną pulę środków do podziału... 

Snowboards.pl: Dziękuję za rozmowę.


Tutaj znajdziecie wywiad z prezesem Markiem Królem, na ten sam temat. Wam pozostawiamy ocenę...


Rozmawiał: Kajtek (Snowboards.pl)

  • ico
  • ico
  • ico
  • ico
  • ico

OpinieDodaj opinię

Trwa ładowanie...

Zobacz inne

Trwa ładowanie...